Relacja z biegu – Kasia Choma

Kochani, zanim podsumujemy kończący się rok, wytyczymy nowe cele i zastanowimy się po co to wszystko, wróćmy do ostatniego biegu w tym sezonie. 15 grudnia w Górzyńcu/Piechowice, my Jelonki w składzie: Klaudia, Przemek, Radek, Tadeusz oraz ja, byliśmy świadkami a nawet uczestnikami II Biegu Kropelka Run oraz morsowania( o którym strach mi nawet pomyśleć;)). Chciałabym tu wspomnieć o świetnej organizacji i wyjątkowej atmosferze jaką dla nas stworzyli Organizatorzy. Odwaliliście kawał dobrej roboty! W ogóle to dziękuję za zaproszenie Andy Domag, choć mnie tam wcale nie trzeba było zapraszać 😉 Dla mnie ten bieg był swoistą wisienką na torcie, uwieńczeniem całego sezonu, który mimo ciągnącej się przez większość czasu kontuzji był całkiem udany. Ale nie o tym miało być. Zatem dotarłam na miejsce ok. godziny 10. Zaparkowałam kulturalnie samochód i poszłam odebrać numer startowy, po czym poszłam sprawdzić jakie warunki są na trasie. W okolicach startu/mety było dość ślisko i martwiłam się że całą trasę będzie tak samo. Nie było. Ogólnie warunki atmosferyczne były idealne; temperatura, zero wiatru, deszczu i świeży, biały puch. Bajka! W między czasie spotkałam Tadeusza, Radka a już nieco później Klaudię z Przemkiem i innych wspaniałych ludzi. Za wiele nie dyskutowaliśmy, każdy wiedział co ma robić, jedynie zastanawialiśmy się w czym ostatecznie biec. Choć w ten dzień każdy biegł w czym chciał, albo biegł niemal w niczym. Istne kontrolowane szaleństwo! Na ok. pół godziny przed startem zaczęłam się rozgrzewać i jeszcze ostatecznie układać sobie w głowie plan żeby jak najlepiej wykorzystać zasób sił, i żeby nie spalić się na pierwszych kilometrach. Równo o 11 zaczęto odmierzać czas. Pierwszy odcinek niewiele ponad 3,5km pod górę. Od startu przez jakiś czas biegłyśmy z Dianą równo, potem już biegłam sama, doszłam Przemka na drugim kilometrze i w sumie biegliśmy do ok 9 kilometra razem utrzymując równo tempo. Wyjątkowo dobrze sprawowały się moje nogi, czułam że mogę biec i biec. Na świeżym śniegu but trzymał całkiem nieźle. Choć w okolicach 8, a może bliżej 9 kilometra już zaczęło być ślisko i w sumie w jednej chwili poślizgnęłam się i biegłam dalej już nieco bardziej ostrożnie. Przyszła mi myśl że szkoda że to za moment koniec. Słyszałam jakieś pogłoski o połówce, także ten.. Jestem jak najbardziej za! Już od ok 5 kilometra wiedziałam że biegnę jako pierwsza kobieta więc biegłam w mega dobrym nastroju, choć zerkałam czasem czy aby nie trzeba będzie zaraz jeszcze trochę powalczyć. Na metę wpadłam 12 sekund po Przemku (44:01), tam już trzeba było mocno hamować. Mój czas 44:13, pozwolił mi być pierwszą kobietą na mecie; radość ogromna! Dzięki też tym którzy cieszyli się razem ze mną, piękne uczucie! Ale dalej nasi kolejno kończą bieg z czasami: Tadeusz 51:38 ( numer 1 w swej kategorii), Klaudia 55:07 (również nr 1 w swej kategorii wiekowej), oraz Radek 59:55. Gratuluję wszystkim! Szczerze powiedziawszy miałam nadzieję że skosztuję tego morsowania, ale…speniałam. Ale za rok to już nie ma to tamto;)
5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *